14-08-2026
Kaszubska pielgrzymka w Piekarach Śląskich
Szli 21 dni, pokonali 700 km - wszystko po to, aby na zakończenie pielgrzymowania pokłonić się Śląskiej Gospodyni.
Choć Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich przygotowuje się już do obchodów uroczystości Wniebowzięcia NMP oraz niedzielnej pielgrzymki kobiet i dziewcząt, to jednak w piątek 14 sierpnia w bazylice pojawili się wyjątkowi pielgrzymi. Ok. godz. 13.30 - przy dźwiękach górniczej orkiestry - do sanktuarium wkroczyli uczestnicy Kaszubskiej Pieszej Pielgrzymki z Helu na Jasną Górę i do Piekar Śląskich. Pielgrzymów w drzwiach kościoła powitał ks. kan. Mirosław Godziek, proboszcz i kustosz miejscowego sanktuarium, który każdego pielgrzyma obficie pokropił wodą święconą. Kilkaset metrów wcześniej - "na ostatniej prostej" - piechurów powitał abp Andrzej Przybylski, metropolita katowicki, który od tego momentu towarzyszył pielgrzymom w pokonaniu ostatnich metrów.
Uśmiech, radość, ulga i widoczny wysiłek fizyczny - to dało się dostrzec na twarzach Kaszubów, którzy po kilkuset kilometrach w trasie mogli pokłonić się przez obrazem Matki Bożej Piekarskiej. - Witamy was teraz u Gospodyni Górnego Śląska, Pani czczonej tutaj w tajemnicy miłości i sprawiedliwości społecznej. Naszej Gospodyni ludu ciężkiej pracy, górników, hutników, ludzi, którzy tu ciężko pracują. Ona tutaj jest Matką-Powierniczką. W Jej imieniu chcę was bardzo powitać - mówił do pielgrzymów abp Andrzej. - Tobie, Maryjo, chcę polecić każdego z pielgrzymów pielgrzymki kaszubskiej z Helu na Jasną Górę i do Piekar Śląskich - modlił się przed piekarskim obrazem metropolita.
- My, Ślązacy i mieszkańcy Piekar Śląskich, jesteśmy wam bardzo wdzięczni, że przynieśliście nam wiatr od morza, że przeszliście całą Polskę i przynieśliście na swoich stopach wszystkie sprawy nas, Polaków, naszej ojczyzny i Kościoła. Wierzę, że na tych nogach i stopach, w waszych sercach i na waszych ustach byliśmy również my, którzy modlimy się tu, w tym śląskim Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Przyjmujemy waszą modlitwę i obiecujemy, że będziemy się za was zawsze modlić tu, w Piekarach, na tych wielkich pielgrzymkach, kiedy tysiące mężczyzn z całego Śląska i Polski przychodzą tu zawsze w końcu maja. Będziemy pamiętać o was za dwa dni, kiedy tutaj, na wzgórzu piekarskim, zgromadzą się tysiące kobiet i dziewczyn, żeby odkrywać swoje kobiece piękno - zapewnił pielgrzymów z Kaszub abp Przybylski.
Na zakończenie krótkiego nabożeństwa metropolita katowicki polecił opiece Maryi pątników. - Maryjo, dziękuję Ci za pielgrzymów z Kaszub, z Helu, z Pomorza. Dziękuję, że dotarli pod Twoją opieką tutaj do nas, do Piekar Śląskich, na śląską ziemię. Wysłuchaj nas, Polaków, i naszej modlitwy, Maryjo, i zwyciężaj. I sprawiaj, żeby w nas, w naszych rodzinach, wspólnotach, w Kościele i Polsce zawsze zwyciężały miłość, wiara i pokój. Oddajemy Ci siebie. Raz jeszcze powierzamy Ci wszystkie nasze troski, sprawy, intencje. Do Twojej dyspozycji, Maryjo, oddajemy każdą naszą modlitwę, nasz trud, nasz pielgrzymi wysiłek. Posłuż się tym, Maryjo, dla zwycięstwa Jezusa, dla zwycięstwa Jezusowego krzyża, Jego miłości, Jego miłosierdzia - modlił się arcybiskup.
Pielgrzymi zgodnie podkreślali, że w czasie pielgrzymki najważniejsze były intencje, które nieśli. - 40 lat mieszkam już w zachodnich Niemczech i przyjeżdżam na pielgrzymkę kaszubską, która wychodzi z Helu. W tym roku przeszliśmy 700 km w 21 dni. Nikt nas jeszcze nie pobił - mówi z uśmiechem pan Czesław pochodzący z Lęborka. - Nikt nie idzie, podejrzewam, dla siebie. Nikt nie idzie, żeby być bogatszym, piękniejszym czy zdrowszym. Na pierwszej linii jest modlitwa. Jeszcze w czasie pielgrzymki przychodzą telefony, że ktoś w stanie błogosławionym potrzebuje modlitewnej opieki, ktoś ma ogromne trudności. Ja się z tego najbardziej cieszę. Jeśli mam takie zaufanie u tych moich wszystkich bliskich, krewnych i znajomych, którzy polecają mi takie właśnie intencje - zaznacza.
Dlaczego zatem na trasie pojawiły się Piekary Śląskie, a celem nie była - jak co roku - Jasna Góra? Co 5 lat organizatorzy wybierają dodatkowe miejsce, aby niejako nadać pielgrzymce "jubileuszowy" charakter. - W tym roku przypadło to na Piekary Śląskie, z czego się niezmiernie cieszymy. Bo zostaliśmy przyjęci wręcz królewsko. Gościnność śląska jest nade wszystko przepiękna - mówił pan Czesław. - Słabsze momenty? To jest tak, jak w biegu maratońskim - zawsze przychodzi ten moment kryzysu, ale znamy cel. Wiemy, dlaczego idziemy. Chociaż w trasie się spotkamy z pytaniami: "Po co ty to robisz? Nie lepiej byłoby na plaży w tym czasie poleżeć?". Ale kto pielgrzymuje, to wie, co to znaczy. I żadna siła nie jest nas w stanie zatrzymać - dodaje.
Trasę do Piekar pokonały także panie Bogumiła i Wiesława. - Ja z Kaszubami szłam pierwszy raz w ubiegłym roku całą trasę od Helu aż do Częstochowy. Namówiła mnie koleżanka Wiesia, której jestem bardzo wdzięczna - mówi wprost pani Bogumiła i cieszy się, że celem w tym roku były właśnie Piekary Śląskie. - W Piekarach Śląskich jestem pierwszy raz i jestem zauroczona tym miejscem. To przepiękne sanktuarium maryjne - uśmiecha się pani Wiesława.
Jednym z duchowych opiekunów na trasie był ks. prof. Jan Perszon, związany z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Chwilę po przyjściu do sanktuarium powiedział wprost: - Radość wielka! Nie spodziewaliśmy się takiego powitania z orkiestrą i księdzem arcybiskupem Andrzejem.
W trakcie trasy ks. Perszon głosił pielgrzymom konferencje. - Przez całą pielgrzymkę opowiadałem w ramach szkoły modlitwy o naszym biskupie, kandydacie na ołtarze Konstantym Dominiku, który mówił, że świętość to jest sumienność, to jest pracowitość, to jest punktualność, to jest pobożność, to jest uczciwość, to jest słowność, to są wszystkie te cnoty, które mają Ślązacy. Ja naszym Kaszubom mówiłem: "Słuchajcie, my nie idziemy byle gdzie. My idziemy do ludzi, którzy mają wszystko właściwie poustawiane. Zobaczycie w parafiach, zobaczycie przy drogach, zobaczycie w Piekarach" - zdradził duchowny i zaznaczył, że pierwsze chwile na Śląsku potwierdziły jego słowa. - Jak trasa? Więc pielgrzymka była długa i dał nam w kość trochę upał, zwłaszcza za Toruniem. Jak się szło w stronę Częstochowy, przed Sieradzem mieliśmy cztery odcinki po 44 km, cały czas asfaltem. I daliśmy radę. Mój rekord konferencji to było 1 h 20 min., ale robiłem to celowo - wiedziałem, że trzeba taki odcinek przetrwać i dlatego, żeby pielgrzymi zapomnieli, że ich boli, mówiłem tak długo - żartuje ks. Jan. - Jestem szczęśliwy, że jeszcze Pan Bóg dał mi tę łaskę i mogę być w tym pięknym miejscu. Mam nadzieję, że człowiek tak się tutaj trochę Matce Bożej wyspowiada - uśmiecha się duchowny.
Część pielgrzymów pozostała w piekarskim sanktuarium, aby uczestniczyć w rozpoczynających się po południu obchodach odpustowych Wniebowzięcia NMP, inni z kolei udali się - przez Jasną Górę - w drogę powrotną do rodzinnych stron. - To historyczne wydarzenie. Matka Boża przyciąga do Piekar każdego. Zawsze jednak wskazuje właściwą drogę i kieruje do Jezusa - powiedział kustosz piekarskiego sanktuarium.
Kaszubi w Piekarach - cz. 1
Kaszubi w Piekarach - cz. 2