Aktualności z Polski
Diecezja bielsko-żywiecka
85. rocznica męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Kolbego
„To miejsce jest szczególnym symbolem i znakiem. Jest miejscem wyjątkowym, ponieważ wiele mówi także człowiekowi współczesnemu” – podkreślił kard. Kazimierz Nycz podczas Mszy św. sprawowanej 14 sierpnia przy bloku 11 byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz. W 85. rocznicę męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego w Miejscu Pamięci zgromadziło się kilkaset osób. Wśród nich byli duchowni, z biskupem bielsko-żywieckim Romanem Pindlem, osoby konsekrowane, przedstawiciele władz, Muzeum Auschwitz, Rycerstwa Niepokalanej, środowisk związanych ze św. Maksymilianem oraz wierni z Polski i wielu krajów świata.
Liturgii przy bloku 11 przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, arcybiskup senior archidiecezji warszawskiej. W podziemiach tego bloku, w celi głodowej nr 18, 14 sierpnia 1941 r. niemieccy funkcjonariusze zamordowali franciszkanina, który dobrowolnie oddał życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka.
W homilii kard. Nycz podkreślił, że Auschwitz pozostaje miejscem, które przemawia nie tylko do pamięci, ale także do sumienia współczesnego człowieka.
– Trzeba, byśmy tu przychodzili, by przeżywać refleksję nad Auschwitz, modlić się, ale także zastanawiać się nad wymową tego miejsca dla naszego współczesnego życia – powiedział.
Kardynał zwrócił uwagę, że Auschwitz jest miejscem szczególnym również dlatego, że tutaj w sposób wyjątkowo przejmujący spotykają się tajemnica ludzkiego cierpienia i tajemnica chrześcijańskiej ofiary. Sprawowana Eucharystia uobecnia jedyną ofiarę Chrystusa, a pamięć o ofiarach obozu pozwala – jak zaznaczył – do tej ofiary dołączyć świadectwo tych, którzy w tym miejscu oddali swoje życie.
– Mało jest z pewnością takich miejsc, w których wymowa ofiary Chrystusa sprawowanej w tym miejscu jest tak wielka, kiedy do tej Jego jedynej ofiary możemy dołączyć te wszystkie ofiary, które tutaj zostały złożone – mówił kard. Nycz.
Duchowny odwołał się do słów Ewangelii: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Kard. Nycz odniósł je bezpośrednio do decyzji św. Maksymiliana. Podkreślił, że franciszkanin oddał życie za człowieka, którego wcześniej nie znał, ponieważ dostrzegł w nim wartość i godność ludzkiego życia.
– Maksymilian oddał swoje życie za człowieka anonimowego, nieznanego przedtem, ponieważ dostrzegł w nim, tak jak w każdym człowieku, godność człowieczeństwa – powiedział.
Kardynał podkreślił jednak, że świadectwo Kolbego nie kończy się na jego heroicznym czynie. Jest ono pytaniem skierowanym do każdego chrześcijanina o sposób realizowania przykazania miłości.
– Miłość bliźniego, mająca swoje źródło i będąca w miłości Boga do człowieka, jest miarą naszego chrześcijaństwa – zaznaczył.
Jak wyjaśnił, o jakości chrześcijaństwa świadczą przede wszystkim czyny miłości: codzienna troska małżonków o siebie nawzajem, poświęcenie rodziców dla dzieci, pomoc sąsiadowi i gotowość do budowania prawdziwych relacji z drugim człowiekiem.
Kard. Nycz zwrócił uwagę, że współczesny człowiek coraz częściej zastępuje bezpośrednie relacje kontaktami wirtualnymi. Tymczasem – jak podkreślił – chrześcijańska miłość wymaga realnej obecności, zainteresowania drugim człowiekiem i gotowości do poświęcenia.
Przywołał też słowa św. Jana Apostoła: „Kto nie miłuje, trwa w śmierci, a każdy, kto nienawidzi, jest zabójcą”. Ich wymowa – jak zaznaczył – jest szczególnie mocna w Auschwitz, gdzie nienawiść do człowieka i jego godności doprowadziła do masowego mordu.
Jednocześnie właśnie tutaj, jak wyjaśnił, świadectwo św. Maksymiliana pokazało możliwość przezwyciężenia tej logiki. W miejscu, w którym panowała pogarda dla człowieka, franciszkanin odpowiedział miłością.
Kard. Nycz zacytował w tym kontekście słowa bł. kard. Stefana Wyszyńskiego wypowiedziane w Auschwitz podczas uroczystości dziękczynnej po beatyfikacji Kolbego w 1971 r. Prymas nazwał wówczas Maksymiliana zwycięzcą.
Purpurat wspomniał także o jego własnej postawie wobec prześladowców. Prymas Tysiąclecia, mimo że sam był więziony i prześladowany, sprzeciwiał się nienawiści wobec tych, którzy go krzywdzili. Jego życiową dewizą były słowa „Będziesz miłował”, a także przekonanie: „Kto nienawidzi, ten już przegrał”.
Kard. Nycz odniósł tę refleksję do współczesnych podziałów społecznych oraz języka obecnego w mediach i mediach społecznościowych. – Chcemy być dla bliźnich otwarci, chcemy naszym bliźnim, niezależnie od tego, z jakiego pochodzą kraju, czy ze wschodu, czy z zachodu, czy z południa, chcemy dla nich być braćmi – powiedział.
Zaapelował, aby chrześcijanie nie pozwolili się zdominować przez głosy budzące niechęć i nienawiść. – Nie dajmy się zdominować przez te głosy, które słyszymy w mediach lub czytamy w mediach społecznościowych. Idźmy drogą miłości, tej miłości, która na pewno zaprowadzi nas do dobra – zachęcił.
Po Eucharystii bp Roman Pindel zwrócił uwagę, że kardynał, pochodzący z ziemi oświęcimskiej, wielokrotnie pragnął uczestniczyć w głównych uroczystościach ku czci św. Maksymiliana, jednak wcześniej jako metropolita warszawski był w tym czasie związany z przyjmowaniem pielgrzymów warszawskich na Jasnej Górze.
Biskup bielsko-żywiecki zauważył, że tegoroczna uroczystość zgromadziła liczne grono uczestników, w tym osoby, które przybyły tutaj po raz pierwszy. Podziękował również mediom transmitującym uroczystość, dzięki którym mogły w niej uczestniczyć osoby starsze, chore i niemogące przybyć osobiście.
– Cieszę się bardzo, że przychodzimy tutaj, ażeby nie tylko wspominać tę śmierć naszego patrona, naszej diecezji, głównego patrona, ale także uczyć się z jego życia – powiedział bp Pindel i zwrócił uwagę na znaczenie zbliżającego się wydarzenia, jakim będzie ustanowienie sanktuarium św. Maksymiliana w Oświęcimiu. 4 października 2026 r. kościół św. Maksymiliana ma zostać ogłoszony sanktuarium.
– Święty Maksymilian nie tylko jest wspominany przez ten akt miłości, wydania swojego życia, żeby ocalić życie innego człowieka, ale także święty Maksymilian jest wciąż przyzywany w naszych współczesnych sprawach – podkreślił bp Pindel.
Wskazał na żywy kult świętego w Rycerstwie Niepokalanej i innych wspólnotach Kościoła oraz na jego znaczenie dla współczesnego życia chrześcijańskiego.
Do zgromadzonych przemówił również o. Mariusz Kozioł OFMConv, prowincjał franciszkanów konwentualnych z Krakowa. Podkreślił, że św. Maksymilian w szczególny sposób wcielił duchowość św. Franciszka w realia swoich czasów.
– Możemy od niego się uczyć tej miłości do Boga, miłości do ojczyzny, miłości do drugiego człowieka i miłości do nieprzyjaciół – powiedział.
Wspominając ostatnie dni życia Kolbego, zwrócił uwagę na ogrom cierpienia więźniów zamkniętych w bunkrze głodowym. Jednocześnie podkreślił, że były to także dni, w których franciszkanin nie przestał świadczyć miłości.
– Maksymilian w tych ostatnich dniach dawał siebie, dawał miłość. Obyśmy uczyli się ciągle tego od niego – powiedział o. Kozioł.
Na zakończenie kard. Nycz jeszcze raz odniósł postać św. Maksymiliana do współczesności. Wspominając jego beatyfikację w 1971 r. i kanonizację w 1982 r., podkreślił, że Kościół ukazywał Polakom postać franciszkanina jako znak nadziei również w trudnych momentach historii.
– Można powiedzieć, na tamte czasy sprzed 44 lat, dał nam świętego Maksymiliana jako męczennika miłości – powiedział kardynał.
Przypomniał, że kanonizacja odbyła się w czasie stanu wojennego, kiedy Polska doświadczała represji, a społeczeństwo żyło w poczuciu zagrożenia i beznadziei. Zdaniem kardynała również dziś świadectwo Kolbego pozostaje potrzebne.
– Pamiętajmy, że na nasze czasy, tu i teraz, Kościół daje nam Maksymiliana, żeby wspierał i prosił za nas w różnych sprawach, żebyśmy sobie poradzili z tą teraźniejszością – mówił.
Wśród problemów współczesnej Polski kard. Nycz wymienił m.in. sytuację demograficzną. Zachęcił, aby w obliczu tych i innych wyzwań św. Maksymilian był dla wierzących orędownikiem. – Niech święty Maksymilian w tej i w takich wielu innych potrzebach i problemach, które przeżywamy dzisiaj, będzie dla nas orędownikiem – zakończył kard. Nycz.
Przed uroczystą Eucharystią uczestnicy obchodów złożyli kwiaty pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11 oraz na placu apelowym przy bloku 17, gdzie 29 lipca 1941 r. Kolbe wystąpił z szeregu i ofiarował życie za Franciszka Gajowniczka.
Hierarchowie i franciszkanie modlili się także w celi nr 18 w podziemiach bloku 11, w której św. Maksymilian został zamordowany.
Rocznicowe i liturgiczne obchody rozpoczęły dwie pielgrzymki do byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz: z Centrum w Harmężach i z kościoła św. Maksymiliana Kolbego w Oświęcimiu. Spotkały się razem przy obozowej bramie z napisem „Arbeit macht frei” w Miejscu Pamięci, skąd pielgrzymi wspólnie przeszli w kierunku Bloku 11. Jednoczenie z oświęcimskiego kościoła salezjanów wyruszył do Miejsca Pamięci Auschwitz Marsz Życia i Wolności Polaków i Polonii.
W uroczystościach udział wzięli przedstawiciele władz wojewódzkich, powiatowych i samorządowych, reprezentanci Oświęcimia, Zduńskiej Woli i Pabianic.
Na uroczystość przybyli pielgrzymi z ze wspólnot szczególnie związanych z kultem św. Maksymiliana. Modlitewna procesja z relikwiami przeszła ulicami Oświęcimia z kościoła św. Maksymiliana Męczennika. Inna wyruszyła z Centrum św. Maksymiliana w Harmężach.
Wśród uczestników byli również członkowie Rycerstwa Niepokalanej, licznie reprezentowane środowisko związane z duchowym dziedzictwem św. Maksymiliana oraz misjonarki św. Maksymiliana z Oświęcimia.
Modlili się uczestnicy warsztatów odbywających się w oświęcimskim Centrum Dialogu. Uczestniczyli ponadto przedstawiciele Polonii z całego świata, mieszkańcy Oświęcimia oraz wierni diecezji bielsko-żywieckiej.
Maksymilian Kolbe został przewieziony do Oświęcimia 28 maja 1941 roku i osadzony w KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 16670. Podczas apelu na obozowym placu wyselekcjonowano dziesięć osób, które miały umrzeć za to, że jeden więzień uciekł z bloku.
O. Maksymilian wystąpił z szeregu i zwrócił się po niemiecku do lagerfuehrera Karla Fritzscha z prośbą, aby mógł zająć miejsce nieznanego mu współwięźnia, Franciszka Gajowniczka, który błagał o litość tłumacząc, że ma rodzinę. Za nieregulaminową postawę kapłan mógł zostać od razu zastrzelony lub dołączony do skazańców. Jednak Niemcy zgodzili się na prośbę zakonnika.
Historycy na podstawie relacji świadków nie ustalili dokładnej daty dziennej tego zdarzenia, ale jedną z najczęściej przez nich wymienianych jest 29 lipca 1941 r. Wtedy właśnie wyselekcjonowano dziesięć osób, które miały umrzeć za to, że jeden więzień uciekł z bloku.
O. Kolbe przez ostatnie dni swego życia konał w celi nr 18 w podziemiach Bloku 11, gdzie został przeniesiony z grupą innych więźniów wyznaczonych na śmierć.
We wspomnieniach więźniów utrwaliło się, że skazani na śmierć głodową początkowo śpiewali i modlili się. Po kilku dniach dobywające się z celi głosy cichły.
Niemcy sukcesywnie wynosili ciała kolejnych zmarłych osób. O. Kolbe zmarł jako ostatni, dobity zastrzykiem z kwasu karbolowego. Jak wspominał tłumacz w bloku, który przeżył obóz, Brunon Borgowiec: „Ojciec Kolbe siedział na posadzce oparty o ścianę i miał oczy otwarte. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało”.
Papież Paweł VI 17 października 1971 ogłosił o. Maksymiliana Kolbego błogosławionym. Papież Jan Paweł II 10 października 1982 zaliczył o. Maksymiliana do grona świętych męczenników Kościoła katolickiego. https://diecezja.bielsko.pl/wp-content/uploads/2026/08/maksymilia_14_8_26.mp3
„W życiowym pożarze może narodzić się wielka wiara” – medytacja ks. Marka Studenskiego
„To, co mogłoby nas zniszczyć, może stać się pożarem życiowym, w którym rozwinie się nasza wiara” – zauważył ks. Marek Studenski w najnowszej medytacji na 20. niedzielę zwykłą, 16 sierpnia 2026 r. Duchowny komentuje Ewangelię o kobiecie kananejskiej i wskazuje, że trudne doświadczenia mogą stać się przestrzenią dojrzewania wiary, jeśli człowiek nie zamknie się w nich na Boga.
Ks. Studenski przytoczył przykład niezwykłych sosen rosnących w Ameryce Północnej. Niektóre z nich potrzebują skrajnie trudnych warunków, a nawet pożaru, aby otworzyć szyszki i uwolnić nasiona. Mogą one czekać na taki moment nawet kilkadziesiąt lat.
„Niesamowita rzecz – żeby wydać owoc, musi być pożar” – zauważył kapłan, odnosząc ten obraz do ludzkiego życia. Jego zdaniem podobny mechanizm można dostrzec w historii kananejskiej kobiety z Ewangelii. Jej świat się zawalił, ponieważ córka była ciężko dręczona przez złego ducha. Kobieta przychodzi do Jezusa i błaga o pomoc, ale spotyka się z pozorną obojętnością i trudnymi słowami.
Nie zniechęca się jednak. Z pokorą odpowiada Jezusowi, wykorzystując obraz okruchów spadających ze stołu, z których korzystają domowe pieski. Wtedy Chrystus wskazuje na jej wielką wiarę i uzdrawia córkę.
Ks. Studenski podkreślił, że właśnie w tej scenie widać, iż trudna rozmowa kobiety z Jezusem służyła dojrzewaniu i ukazaniu jej wiary. Zwrócił też uwagę, że słowo użyte w Ewangelii na określenie „psów” oznacza raczej domowe szczenięta, a nie obelżywe określenie człowieka.
Kaznodzieja przypomniał, że Jezus tylko dwa razy w Ewangeliach mówi o czyjejś „wielkiej wierze” – właśnie o kobiecie kananejskiej oraz o rzymskim setniku. W obu przypadkach chodziło o pogan. Apostołom natomiast wielokrotnie zarzucał małą wiarę.
„Bardzo często upały życiowe, trudne doświadczenia, cierpienia są okazją, żeby rozwinęła się nasza wiara” – przekonywał ks. Studenski. Jak zaznaczył, jeśli człowiek otworzy się w takich chwilach na obecność i działanie Boga, doświadczenie, które mogłoby go zniszczyć, może stać się miejscem duchowego wzrostu i przynieść owoce.
Przykładem takiej wytrwałej wiary duchowny uczynił św. Monikę, matkę św. Augustyna. Przez lata modliła się o nawrócenie syna, który prowadził życie dalekie od Ewangelii i związał się z manicheizmem. Ks. Studenski przywołał scenę z „Wyznań”, w której Monika prosi biskupa o rozmowę z Augustynem. Duchowny początkowo odmawia, przekonując, że jej syn musi sam dojrzeć do nawrócenia. Widząc jednak łzy matki, stwierdza, że „nie może się nie nawrócić syn takich łez”.
Monika doczekała się nawrócenia Augustyna. Umierając w Ostii, nie przywiązywała znaczenia do miejsca pochówku. Prosiła jedynie swoich synów, by wspominali ją przy ołtarzu Pańskim.
Kolejnym przykładem wytrwałości i pokory była dla ks. Studenskiego św. Katarzyna ze Sieny. Ta prosta kobieta odegrała ogromną rolę w dziejach Kościoła, przyczyniając się do powrotu papieży z Awinionu do Rzymu. W swoich listach do papieża Grzegorza XI była jednocześnie niezwykle stanowcza i pełna pokory, nazywając go „swoim słodkim tatusiem”.
„Z jednej strony jest nieustępliwa, twarda jak kowadło, nie daje za wygraną, a z drugiej strony nazywa Ojca Świętego swoim słodkim tatusiem” – zauważył kapłan. W jego ocenie prawdziwych reformatorów Kościoła – takich jak św. Katarzyna ze Sieny, św. Franciszek czy św. Faustyna – łączyła autentyczna pokora.
Ks. Studenski przywołał także postać średniowiecznego benedyktyna Hermana z Reichenau, nazywanego „Kaleką” lub „Sparaliżowanym”. Mimo poważnej niepełnosprawności był uczonym, poetą, muzykiem i konstruktorem. Tradycja przypisuje mu hymn „Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia”. Duchowny zwrócił uwagę na szczególną wymowę słów hymnu w ustach człowieka, który pod koniec życia stracił wzrok.
„Kiedy oczy fizyczne się zamykają, kiedy człowiek natrafia na życiowe przeszkody – otwierają się oczy duszy i człowiek widzi więcej, patrzy głębiej” – wskazał ks. Studenski.
Na koniec kapłan zachęcił, by na życiowe kryzysy i cierpienia spojrzeć nie tylko jako na zagrożenie, ale także jako na możliwość głębszego spotkania z Bogiem. Kobieta kananejska, św. Monika, św. Katarzyna ze Sieny i Herman z Reichenau pokazują, że wiara może dojrzewać właśnie w warunkach próby.
„To, co mogłoby nas zniszczyć, staje się tym pożarem życiowym, w którym, jak w przypadku tych sosen kalifornijskich, może rozwinąć się nasza wiara. Nasze życie może dać owoce” – podkreślił ks. Marek Studenski.
„Postawić akcent na wiarę” – górale pielgrzymowali do rychwałdzkiego sanktuarium
Do sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej pielgrzymowali 13 sierpnia 2026 r. górale żywieccy i śląscy wraz ze swoimi kapłanami. W ramach nabożeństwa fatimskiego odbyło się czuwanie, Eucharystia oraz procesja fatimska. Mszy św. wieńczącej modlitewne spotkanie przy polowym ołtarzu obok bazyliki przewodniczył ks. dr Piotr Góra, sekretarz biskupa Romana Pindla.
Wśród pielgrzymów byli przedstawiciele Związku Podhalan, m.in. oddziałów Górali Żywieckich z siedzibami w Milówce i Radziechowach, oddziału w Wysokiej koło Jordanowa oraz Górali Śląskich w Brennej. W Rychwałdzie pojawiły się także poczty sztandarowe, górnicy, strażacy oraz przedstawiciele Regionalnego Stowarzyszenia Kulturalnego „Roztoka”.
W homilii ks. Piotr Góra zaproponował uczestnikom słowo „akcent” jako klucz do odczytania trzech rzeczywistości obecnych podczas czuwania: pielgrzymki górali, sierpniowego przesłania Fatimy oraz Ewangelii. – Akcent może nam powiedzieć, skąd jestem, może nam powiedzieć, kim ja jestem, a wreszcie może nam powiedzieć, co jest dla nas ważne – mówił.
Zwrócił uwagę, że jednym ze znaków rozpoznawczych górali jest wiara, a jej szczególnym symbolem pozostaje krzyż. Jak zauważył, górale, pielgrzymując do Rychwałdu, przyszli „za krzyżem”. Następnie posłużył się obrazem krzyża dzielącego horyzont na cztery części, odnosząc go do czterech przestrzeni życia człowieka: rodziny, przyjaźni, pracy oraz osobistej relacji z Bogiem.
W odniesieniu do rodziny kaznodzieja wskazał na znaczenie wzajemnego szacunku. Podkreślił, że wiele problemów rodzinnych nie rozpoczyna się od braku pieniędzy czy choroby, lecz właśnie od braku szacunku. Wspomniał też rozmowę swojej siostry z jej pięcioletnim synem, który pytał, czy jest „niegrzeczny” i „zły”. Matka odpowiedziała mu, że jest dobrym i kochanym dzieckiem, choć czasami robi rzeczy złe. Ks. Góra wykorzystał tę historię, aby pokazać różnicę między człowiekiem a jego czynami.
– Każdy człowiek jest kochany przez Boga, jest tym najcenniejszym skarbem, tylko czasami robi rzeczy niewłaściwe – tłumaczył. Porównał człowieka do perły, która może znaleźć się w błocie. Jak podkreślił, chrześcijanin powinien dostrzegać przede wszystkim „perłę”, czyli osobę, a nie koncentrować się wyłącznie na błocie jej grzechu.
Mówiąc o relacjach z przyjaciółmi, kapłan zwrócił uwagę na wpływ środowiska, w którym człowiek żyje. Przypomniał, że nawrócenie często wiąże się także ze zmianą relacji i sposobu spędzania czasu. W przestrzeni pracy wskazał natomiast na wdzięczność i potrzebę dostrzegania dobra otrzymywanego od innych.
Czwartą przestrzeń stanowi – jak mówił – stosunek człowieka do samego siebie i do Boga. W tym kontekście szczególnie mocno zachęcał do korzystania z sakramentu pokuty. Zauważył, że sierpniowe nabożeństwo fatimskie jest dobrą okazją do spowiedzi, a wezwanie Maryi z Fatimy przypomina o potrzebie nawrócenia i oczyszczenia serca.
Kapłan odniósł się do sierpniowego objawienia fatimskiego z 1917 roku. Przypomniał, że 13 sierpnia dzieci fatimskie nie mogły spotkać się z Maryją, ponieważ zostały zatrzymane przez władze. Objawienie odbyło się 19 sierpnia. Kapłan zwrócił uwagę na wezwanie Maryi do modlitwy i ofiary za grzeszników.
– Módlcie się i czyńcie ofiary za grzeszników – przypomniał, zachęcając wiernych, by podejmowali konkretne wyrzeczenia i modlitwy w intencji swoich bliskich. Pytał m.in., czy rodzice i małżonkowie są gotowi ofiarować swój post i modlitwę za dzieci oraz współmałżonków.
Drugim akcentem, który kaznodzieja dostrzegł w sierpniowym przesłaniu Fatimy, była troska o znaki wiary. Zwrócił uwagę na prośbę Maryi dotyczącą przygotowania feretronów oraz przeznaczenia ofiar na budowę kaplicy. W tym kontekście szczególnie docenił góralską tradycję tworzenia kapliczek, krzyży przydrożnych i innych znaków religijnych.
– Drodzy górale, nie zaniedbujcie tego. Niech ta piękna sztuka, ale też wyraz waszej wiary, dalej będzie żywa – apelował.
Część rozważania kaznodzieja poświęcił Ewangelii o przebaczeniu. Przypomniał pytanie Piotra o to, ile razy należy przebaczyć, oraz odpowiedź Jezusa, który wskazuje na przebaczenie bez stawiania jego granic. Zdaniem ks. Góry najważniejszym akcentem tej Ewangelii jest wezwanie, by naśladować miłosierdzie Boga.
– Postawić akcent na ukochane dziecko Boga, a nie na to, co złego zrobił – podkreślił. Zauważył, że człowiek, który upada i po raz kolejny podejmuje próbę powstania, nie powinien rezygnować z walki o dobro. „Jezus się nie męczy przebaczaniem” – przypomniał.
Kaznodzieja zachęcał uczestników, by w codziennym życiu świadomie wybierali to, na czym chcą koncentrować swoją uwagę. – Niech ten czas tej wspólnej Eucharystii będzie wielkim wołaniem w waszych intencjach. Będzie też takim wielkim pragnieniem, aby każdego dnia się uczyć, stawiać te dobre akcenty w naszym życiu – mówił na zakończenie.
Podczas nabożeństwa modlono się także w intencjach Kościoła, polskich rodzin, górali, ojczyzny oraz pokoju na świecie. Polecano Matce Bożej osoby chore, samotne i zmarłych.
Nabożeństwo zakończyła procesja fatimska wokół sanktuarium. Uczestnicy powierzyli Matce Bożej Rychwałdzkiej swoje osobiste intencje, a także sprawy swoich rodzin, wspólnot i całej ojczyzny. https://diecezja.bielsko.pl/wp-content/uploads/2026/08/rychwald_ks_P_Gora_13_8_26.mp3
Diecezja bydgoska
„Świętość rodzi się w codzienności” – nawiedzenie relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus i jej Rodziców
Diecezja gliwicka
Ręka ratunku w sercu sztormu. O własnych decyzjach, Bożym zaufaniu i ciszy po burzy
O patronacie Dobrego Łotra i kapłaństwie za kratami. Ks. Tomasz Sękowski w "Mądrej Duchowości"
Biskup Andrzej na rekolekcjach „Jezus Żyje”: Prawdziwa przyjaźń niesie ze sobą dar życia
Diecezja kaliska
Archidiecezja katowicka
Kaszubska pielgrzymka w Piekarach Śląskich
Szli 21 dni, pokonali 700 km - wszystko po to, aby na zakończenie pielgrzymowania pokłonić się Śląskiej Gospodyni.
Choć Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich przygotowuje się już do obchodów uroczystości Wniebowzięcia NMP oraz niedzielnej pielgrzymki kobiet i dziewcząt, to jednak w piątek 14 sierpnia w bazylice pojawili się wyjątkowi pielgrzymi. Ok. godz. 13.30 - przy dźwiękach górniczej orkiestry - do sanktuarium wkroczyli uczestnicy Kaszubskiej Pieszej Pielgrzymki z Helu na Jasną Górę i do Piekar Śląskich. Pielgrzymów w drzwiach kościoła powitał ks. kan. Mirosław Godziek, proboszcz i kustosz miejscowego sanktuarium, który każdego pielgrzyma obficie pokropił wodą święconą. Kilkaset metrów wcześniej - "na ostatniej prostej" - piechurów powitał abp Andrzej Przybylski, metropolita katowicki, który od tego momentu towarzyszył pielgrzymom w pokonaniu ostatnich metrów.
Uśmiech, radość, ulga i widoczny wysiłek fizyczny - to dało się dostrzec na twarzach Kaszubów, którzy po kilkuset kilometrach w trasie mogli pokłonić się przez obrazem Matki Bożej Piekarskiej. - Witamy was teraz u Gospodyni Górnego Śląska, Pani czczonej tutaj w tajemnicy miłości i sprawiedliwości społecznej. Naszej Gospodyni ludu ciężkiej pracy, górników, hutników, ludzi, którzy tu ciężko pracują. Ona tutaj jest Matką-Powierniczką. W Jej imieniu chcę was bardzo powitać - mówił do pielgrzymów abp Andrzej. - Tobie, Maryjo, chcę polecić każdego z pielgrzymów pielgrzymki kaszubskiej z Helu na Jasną Górę i do Piekar Śląskich - modlił się przed piekarskim obrazem metropolita.
- My, Ślązacy i mieszkańcy Piekar Śląskich, jesteśmy wam bardzo wdzięczni, że przynieśliście nam wiatr od morza, że przeszliście całą Polskę i przynieśliście na swoich stopach wszystkie sprawy nas, Polaków, naszej ojczyzny i Kościoła. Wierzę, że na tych nogach i stopach, w waszych sercach i na waszych ustach byliśmy również my, którzy modlimy się tu, w tym śląskim Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Przyjmujemy waszą modlitwę i obiecujemy, że będziemy się za was zawsze modlić tu, w Piekarach, na tych wielkich pielgrzymkach, kiedy tysiące mężczyzn z całego Śląska i Polski przychodzą tu zawsze w końcu maja. Będziemy pamiętać o was za dwa dni, kiedy tutaj, na wzgórzu piekarskim, zgromadzą się tysiące kobiet i dziewczyn, żeby odkrywać swoje kobiece piękno - zapewnił pielgrzymów z Kaszub abp Przybylski.
Na zakończenie krótkiego nabożeństwa metropolita katowicki polecił opiece Maryi pątników. - Maryjo, dziękuję Ci za pielgrzymów z Kaszub, z Helu, z Pomorza. Dziękuję, że dotarli pod Twoją opieką tutaj do nas, do Piekar Śląskich, na śląską ziemię. Wysłuchaj nas, Polaków, i naszej modlitwy, Maryjo, i zwyciężaj. I sprawiaj, żeby w nas, w naszych rodzinach, wspólnotach, w Kościele i Polsce zawsze zwyciężały miłość, wiara i pokój. Oddajemy Ci siebie. Raz jeszcze powierzamy Ci wszystkie nasze troski, sprawy, intencje. Do Twojej dyspozycji, Maryjo, oddajemy każdą naszą modlitwę, nasz trud, nasz pielgrzymi wysiłek. Posłuż się tym, Maryjo, dla zwycięstwa Jezusa, dla zwycięstwa Jezusowego krzyża, Jego miłości, Jego miłosierdzia - modlił się arcybiskup.
Pielgrzymi zgodnie podkreślali, że w czasie pielgrzymki najważniejsze były intencje, które nieśli. - 40 lat mieszkam już w zachodnich Niemczech i przyjeżdżam na pielgrzymkę kaszubską, która wychodzi z Helu. W tym roku przeszliśmy 700 km w 21 dni. Nikt nas jeszcze nie pobił - mówi z uśmiechem pan Czesław pochodzący z Lęborka. - Nikt nie idzie, podejrzewam, dla siebie. Nikt nie idzie, żeby być bogatszym, piękniejszym czy zdrowszym. Na pierwszej linii jest modlitwa. Jeszcze w czasie pielgrzymki przychodzą telefony, że ktoś w stanie błogosławionym potrzebuje modlitewnej opieki, ktoś ma ogromne trudności. Ja się z tego najbardziej cieszę. Jeśli mam takie zaufanie u tych moich wszystkich bliskich, krewnych i znajomych, którzy polecają mi takie właśnie intencje - zaznacza.
Dlaczego zatem na trasie pojawiły się Piekary Śląskie, a celem nie była - jak co roku - Jasna Góra? Co 5 lat organizatorzy wybierają dodatkowe miejsce, aby niejako nadać pielgrzymce "jubileuszowy" charakter. - W tym roku przypadło to na Piekary Śląskie, z czego się niezmiernie cieszymy. Bo zostaliśmy przyjęci wręcz królewsko. Gościnność śląska jest nade wszystko przepiękna - mówił pan Czesław. - Słabsze momenty? To jest tak, jak w biegu maratońskim - zawsze przychodzi ten moment kryzysu, ale znamy cel. Wiemy, dlaczego idziemy. Chociaż w trasie się spotkamy z pytaniami: "Po co ty to robisz? Nie lepiej byłoby na plaży w tym czasie poleżeć?". Ale kto pielgrzymuje, to wie, co to znaczy. I żadna siła nie jest nas w stanie zatrzymać - dodaje.
Trasę do Piekar pokonały także panie Bogumiła i Wiesława. - Ja z Kaszubami szłam pierwszy raz w ubiegłym roku całą trasę od Helu aż do Częstochowy. Namówiła mnie koleżanka Wiesia, której jestem bardzo wdzięczna - mówi wprost pani Bogumiła i cieszy się, że celem w tym roku były właśnie Piekary Śląskie. - W Piekarach Śląskich jestem pierwszy raz i jestem zauroczona tym miejscem. To przepiękne sanktuarium maryjne - uśmiecha się pani Wiesława.
Jednym z duchowych opiekunów na trasie był ks. prof. Jan Perszon, związany z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Chwilę po przyjściu do sanktuarium powiedział wprost: - Radość wielka! Nie spodziewaliśmy się takiego powitania z orkiestrą i księdzem arcybiskupem Andrzejem.
W trakcie trasy ks. Perszon głosił pielgrzymom konferencje. - Przez całą pielgrzymkę opowiadałem w ramach szkoły modlitwy o naszym biskupie, kandydacie na ołtarze Konstantym Dominiku, który mówił, że świętość to jest sumienność, to jest pracowitość, to jest punktualność, to jest pobożność, to jest uczciwość, to jest słowność, to są wszystkie te cnoty, które mają Ślązacy. Ja naszym Kaszubom mówiłem: "Słuchajcie, my nie idziemy byle gdzie. My idziemy do ludzi, którzy mają wszystko właściwie poustawiane. Zobaczycie w parafiach, zobaczycie przy drogach, zobaczycie w Piekarach" - zdradził duchowny i zaznaczył, że pierwsze chwile na Śląsku potwierdziły jego słowa. - Jak trasa? Więc pielgrzymka była długa i dał nam w kość trochę upał, zwłaszcza za Toruniem. Jak się szło w stronę Częstochowy, przed Sieradzem mieliśmy cztery odcinki po 44 km, cały czas asfaltem. I daliśmy radę. Mój rekord konferencji to było 1 h 20 min., ale robiłem to celowo - wiedziałem, że trzeba taki odcinek przetrwać i dlatego, żeby pielgrzymi zapomnieli, że ich boli, mówiłem tak długo - żartuje ks. Jan. - Jestem szczęśliwy, że jeszcze Pan Bóg dał mi tę łaskę i mogę być w tym pięknym miejscu. Mam nadzieję, że człowiek tak się tutaj trochę Matce Bożej wyspowiada - uśmiecha się duchowny.
Część pielgrzymów pozostała w piekarskim sanktuarium, aby uczestniczyć w rozpoczynających się po południu obchodach odpustowych Wniebowzięcia NMP, inni z kolei udali się - przez Jasną Górę - w drogę powrotną do rodzinnych stron. - To historyczne wydarzenie. Matka Boża przyciąga do Piekar każdego. Zawsze jednak wskazuje właściwą drogę i kieruje do Jezusa - powiedział kustosz piekarskiego sanktuarium.
Kaszubi w Piekarach - cz. 1
Kaszubi w Piekarach - cz. 2
Abp Andrzej Przybylski: odważmy się przejrzeć w "Zwierciadle Sprawiedliwości"
Metropolita katowicki zaprasza kobiety i dziewczęta na najbliższą niedzielną pielgrzymkę stanową do Sanktuarium w Piekarach Śląskich
Przed nami doroczna Pielgrzymka Kobiet i Dziewcząt do Piekar Śląskich. Tradycyjnie na piekarskim wzgórzu w pierwszą niedzielę po Wniebowzięciu zabraknąć nie może słowa społecznego metropolity katowickiego. Arcybiskup Andrzej Przybylski mówił na antenie Radia eM o wyzwaniach duszpasterstwa, kierunku myśli społecznej oraz o tym, dlaczego współczesne kobiety potrzebują szczególnego lustra. - Przygotowywane przesłanie wyrasta z modlitwy słowami Litanii Loretańskiej, w której Maryja jest nazywana „Zwierciadłem Sprawiedliwości”. Piekarskie wzgórze ma być przestrzenią, w której kobiety, mierzące się z trudnościami i pęknięciami codzienności, będą mogły na nowo odkryć swoje powołanie.„Tę sprawiedliwość zobaczyłem w układzie Litanii Loretańskiej – mówimy o Matce Bożej „Zwierciadło Sprawiedliwości”. To wezwanie bardzo mocno skojarzyło mi się z kobietami. Kto jak kto, ale one bardzo potrzebują luster, by zobaczyć swoje piękno i odkryć na nowo życiowe powołanie. To będzie główny temat, do którego chcę zaprosić wszystkie pątniczki zmierzające do Piekar. Chodzi o to, żeby w obliczu różnych pęknięć świata, pęknięć w Polsce, w jakichś trudnościach w Kościele, w rodzinie i w sobie – w tych wszystkich popękaniach – w osobie Matki Najświętszej, Niepokalanej, odnaleźć własną wartość. Po to przecież wędrujemy, by na pielgrzymce spotkać Jezusa, Maryję, ale także spotkać samego siebie.”
Refleksja nad godnością i pięknem w maryjnym lustrze prowadzi bezpośrednio do analizy aktualnej sytuacji społecznej. Jak podkreślał abp Przybylski, choć w Kościele nie zmieniły się prawdy Ewangelii, to przemianie uległo codzienne życie wiernych. Aktywność zawodowa kobiet oraz ich miejsce w świecie wymagają od duszpasterzy stałego nasłuchiwania tych nowych wyzwań.„Ważne, byśmy zauważyli, że w strukturach kościelnych nie zmienił się cel ostateczny. Mamy ciągle przed sobą zbawienie, uświęcenie, Ewangelię i Boże przykazania. Natomiast to, co nieustannie ewoluuje, to punkt wyjścia – czyli rzeczywistość kobiety i jej aktualne życie. Istotne jest, abyśmy w duszpasterstwie uważnie tego nasłuchiwali.” Arcybiskup wskazuje na konkretne grupy, które wymagają nowej uwagi duszpasterskiej: aktywne, ambitne i twórcze seniorki, kobiety żyjące samotnie oraz młode dziewczyny wchodzące w wirtualny świat medialny. Podsumowaniem tej diagnozy jest postulat, by Kościół parafialny tworzył realną przestrzeń dla środowisk kobiecych. Nowe inicjatywy mają wypływać z nasłuchiwania i odpowiedzi na potrzeby, które kobiety same inicjują, a nie z projektów, które duszpasterze mogliby sobie sztucznie wymyślić.
Słowo abp. Andrzeja Przybylskiego po tragicznej śmierci górnika w KWK Pniówek
Archidiecezja krakowska
Bp Janusz Mastalski w Kalwarii Zebrzydowskiej: Maryja jest najlepszą drogą dla człowieka XXI wieku
Dobra Nowina: W drogę! Rozważanie na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Rok A
Kard. Grzegorz Ryś do wiernych Archidiecezji Krakowskiej: Słowo MIŁOSIERDZIE jest wpisane w historię i w misję naszego Krakowskiego Kościoła
Archidiecezja lubelska
Diecezja opolska
Diecezja pelplińska
„ZÉLNÔ” - święto Matki Bożej Zielnej - dawne zwyczaje i tradycje przypomina muzeum we Wdzydzach
Pielgrzymki z diecezji pelplińskiej dotarły na Jasną Górę. Biskup Przemysław Szulc: "Jesteście znakiem dla świata"
Diecezja radomska
Komunikat Biskupa Radomskiego z okazji 50. rocznicy śmierci Sługi Bożego Ks. Romana Kotlarza
Archidiecezja warmińska
Diecezja włocławska
